03:07
24 lipiec 2019
środa

Północna.tv

Ty też masz swój głos!

Byłem częścią trzeciej ekipy świata. W biciu z ciężką bronią [REPORTAŻ]

Zamieszczono dnia czw., 2017-05-04 15:35

Sportowe walki rycerskie rozwijają się w kierunku wielkiego show już prawie dekadę. W majówkę na arenie walk byków La Monumental w Barcelonie odbyły się mistrzostwa świata federacji HMB. Rycerska Kadra Polski zajęła 3. Miejsce, zaś jednym z uczestników był piszący niniejsze słowa.

Zacznijmy od samego początku, czyli dawno, dawno temu, za siedmioma górami… pojawił się sport, który był niegdyś bardzo popularny, hm… tak z 500 lat temu z okładem. Bohurt – czyli walka tępą bronią w zbroi rycerskiej – tak bowiem ten sport się nazywa.

Sportowe walki rycerskie - Medieval Combat – to bowiem nowa dyscyplina sportu, która od kilku lat zdobywa coraz więcej fanów i przyciąga coraz większą rzeszę zawodników z całego świata. W Polsce tego typu turnieje rozgrywane są od ośmiu lat. Sport ten zdobywa coraz większą popularność w krajach, które nie mają nic wspólnego ze średniowiecznym rycerstwem, np. w Argentynie czy Nowej Zelandii. Jest to dyscyplina sportu jak wszystkie inne - zawodnik musi skompletować odpowiedni sprzęt i ciężko trenować, by osiągnąć jak najlepszy wynik. W walkach grupowych dozwolone są kopnięcia, uderzenia głowicą miecza, rantem tarczy i inne „nierycerskie” chwyty. Walczy się do momentu położenia wszystkich zawodników drużyny przeciwnej na ziemi. Drużyny na ringu liczą albo po pięciu, 10, 16 albo po 21 fighterów.

Nieco inaczej jest w rywalizacji indywidualnej, tam zawodnicy walczą w trzech półtoraminutowych rundach, zaś sędziowie zliczają punkty za trafienia. W całej Polsce powstały już kluby walki, które nacisk stawiają na technikę i siłę, a nie rekonstrukcję historycznych realiów – jak wcześniejsze bractwa rycerskie. Oczywiście zbroje i broń muszą mieć odzwierciedlenie w źródłach historycznych, lecz istotną kwestią jest by były także bezpieczne – utworzono więc przepisy, nad których przestrzeganiem czuwają sędziowie. Walki rycerzy stały się już na tyle popularne, że w wielu krajach zawodnicy biją się nawet na galach MMA i K1.

 

 

Zawodnicy często mówią, że są podobieństwa do sumo. Dlaczego sumo? Ponieważ to sport walki w tradycyjnej oprawie. Od 2009 roku w nowym-starym sporcie rozgrywane są mistrzostwa świata, które uchodzą za jedne z najbrutalniejszych zawodów sportowych na świecie. Nieudawane walki z użyciem kilkukilogramowych tasaków, halabard, młotków robią wrażenie nawet na największych twardzielach. Swoje wejście do nowego sportu zapowiada nawet… Tyberian Kowalczyk, który niedługo zmierzy się z Mariuszem Pudzianowskim w walce MMA.

Preludium: powołania

Zacznijmy więc od początku:  powołania do kadry. Co trzeba zrobić by się dostać? Trzeba walczyć w minimum 3 z 5 edycji Polskiej Ligi Walk Rycerskich sezonu. W Centrum Dawnych Sztuk Walk, pierwszej sali dedykowanej sportowi, odbywało się również seminarium dla zawodników oraz test sprawnościowy. Nie ma lipy. Trzeba trenować. Spośród tych zawodników dopiero selekcjoner Krzysztof Szatecki wybierał najlepszych.

Sam w ostatnich latach co prawda w lidze uczestniczyłem, ale forma była daleka od oczekiwanej – trzeba było zrzucić 7 kilogramów i mocno potrenować nad kondycją by „nie było siary”. Udało się załapać do kadry i startujemy w drodze do Barcelony.
Chociaż… właściwie jeszcze nie startujemy, najpierw zbieranie pieniędzy od sponsorów i na serwisie polakpotrafi.pl – sportowe walki rycerskie ze względu na swoją historyczną oprawę są ciężkie do „obrandowania” i mecenasi są poszukiwani.

Gehenna podróży

Przygotowania do mistrzostw to nie tylko logistyka transportu i treningi – trzeba też odpowiednio przygotować sprzęt, który musi przejść kontrolę sędziowską. W końcu następuje długo wyczekiwana środa 26 kwietnia, godzina 21 - centrum handlowe Port Łódź, a właściwie jego parking. Po sporą część Rycerskiej Kadry Polski zajeżdża bus – jak się okazuje za mały – przewoźnik najwyraźniej nie zrozumiał co oznacza bardzo dużo bagażu. Miał być autokar, ale ten został zatrzymany z kierowcą przez Francuzów – nie było bowiem tłumaczeń kart przewozowych.

Staramy się zapakować, ale ani 25 osobowy bus, ani przyczepka nie są w stanie pomieścić takiej ilości zbroi, tarcz, tasaków, halabard, pałek czy buzdyganów. Na drugim przystanku, we Wrocławiu, konieczna jest wymiana przyczepy. Jest druga w nocy, ale wystarczy szybki rzut oka na tablet – jest! Całodobowa wypożyczalnia naczep ratuje sytuacje.

Ruszamy – czekają nas 32 godziny w busie, ale też i jeden dzień przerwy przed zawodami – będzie dobrze. Na pokładzie bus spokojnie. Szybko cichną nawet żarty i wszyscy pogrążają się w śnie. Wszyscy wiedzą jak ciężka podróż przed nami. Oczywiście busem jedzie tylko część 36-osobowej kadry: reprezentantów indywidualnych i drużynowych, kobiet i mężczyzn. Zawodnicy to amatorzy, poświęcają swój czas i pieniądze by reprezentować kraj.

Autostrada, stacja paliw, autostrada, zatoczka z toaletami. Tak mija kolejny dzień, jeszcze tylko 800 kilometrów i będziemy na miejscu. Wyczekiwanie. Na tablecie przeglądane są walki z poprzedniej edycji mistrzostw świata, zawodnicy komentują i dyskutują rozwiązania techniczne. Na 21 vs 21 zostawiać mocny środek, czy też lepiej rozproszyć przeciwnika i dopaść go od boków? – na jednej ze stacji dyskutuje z zawodnikami kapitan Polski 21, Łukasz Płaza. Dyskusje na temat rozwiązań technicznych – jak zabezpieczyć palce w walce, co lepiej chroni kark. Pełen spokój. Na twarzach kadrowiczów nie widać żadnego stresu. W końcu jedziemy rzucić wyzwanie największym potęgom świata – Rosji i Ukrainie.

Nie obyło się jednak bez przygód. We Francji na jednym z postojów w busa uderzył bowiem szybowiec. Zaczepiony na przyczepie niemieckiego kierowcy aeroplan uderzył w drzwi busa uszkadzając je. Drzwi nie działają już w trybie automatycznym, ale udało się je zamknąć i dotrzeć na miejsce.

Pogoda – 17 stopni, morze również 17. Idealna wręcz do walki w 30 kilogramowej zbroi. Rejestracja, odebranie camperów, rozstawienie namiotów i fajrant, czyli zwiedzanie. Tak wygląda plan kadry na ten dzień – co godzinę z pola jeżdżą autokary – od soboty czekają nas intensywne walki od rana do wieczora i nie będzie czasu na zwiedzanie. Dzisiaj na 20 przygotowana jest też odprawa taktyczna kadry – ustalony będzie skład wyjściowy w każdej kategorii i strategie na przeciwników. Zaczynamy jednak od zwiedzania stolicy Katalonii. I ta rozrywka odbywa się „na sportowo”, dwaj koledzy prześcigają się w wymyślaniu ćwiczeń przy użyciu małej architektury.

Dzień 1: Ostre walki z Ukrainą!

Arenę La Monumental zwiedziliśmy już dzień wcześniej – jest absolutnie stworzona do tego sportu! Współczesne koloseum. Wielkie wrażenie robią też szatnie, którymi są… dawne zagrody dla byków z pordzewiałymi łańcuchami i prętami. Od rana ponad 400 fighterów szykuje się by pokazać kto jest najlepszy na świecie.

 

 

Zaczyna się od miecza długiego – nasz kraj reprezentuje Grzegorz Kasowski, czyli popularny „Krasu”. Osiąga poziom ćwierćfinału, ale niestety nie udaje mu się dojść dalej. Dla 25-letniego sportowca bycie wśród ósemki najlepszych na świecie to i tak duża nobilitacja i motywacja do treningów. Patrząc na rozwój tego zawodnika wiem, że nie powiedział ostatniego słowa i przyszłość należy do niego. Walczą też trójki kobiet w grupach. Polska w tym roku nie wystawiła reprezentacji, ale Maja Olczak występuje gościnnie w ekipie z Australii.

Po południu szatnie robią się coraz bardziej gwarne – to znak, że coraz bliżej do konkurencji królewskiej 21 vs 21. Tutaj będzie dopiero ostro. Plan kadry: 16.30 rozgrzewka, potem odprawa, założenie blach i wchodzimy na arenę. Z pozycji ziemi wygląda ona jeszcze bardziej okazale – czujemy się nieco jak gladiatorzy. Niestety, pierwsza walka z Ukrainą. To niezwykle mocna ekipa, która później pierwszy raz w historii zdetronizuje Rosję dwa dni później. Wycofujemy więc na razie ekipę Polski 1, która ma walczyć w zawodach 5 vs 5. Starcia w królewskiej konkurencji rodzą bowiem najwięcej kontuzji. Walczyć jednak trzeba i przerzedzonym składem staramy się nawiązać rywalizację z wschodnimi sąsiadami. Nie jest jednak ona za bardzo możliwa – dysponujący o niebo lepszym zapleczem, kilkukrotnie większą liczbą aktywnych zawodników Ukraińcy dają nam popalić – sam dostaję cios halabardą w nadgarstek, który boli nawet podczas pisania relacji. Łatwiej było za to z Hiszpanią, gospodarze nie byli w stanie zagrozić mądrej taktyce i presji naszych zawodników. Sam wlatuje w dobrze przytrzymanego przez jednego z naszych Hiszpana i „obrabiam” mu nogę – czyli po prostu walę tasakiem aż się nie położy. Zaskoczeniem przy walkach jest pył, który wprowadza nieco chaosu – utrudnia widoczność i oddychanie.

Następnie… walkower od Czechów i przegrana z Francuzami, którzy jednak wspomogli swoją ekipę siedmioma Białorusinami. Robili robotę. Wychodzimy dalej z trzeciego miejsca, ale atmosfera daleka jest od huraoptymizmu, szczególnie ze względu na kontuzję – moja ręka nie była jedyna – jeszcze gorzej miał Janusz Giercuszkiewicz, któremu mocne uderzenie w hełm uszkodziło bębenek w uchu. Konieczna była wizyta w szpitalu, jak się okazało, wszystko będzie dobrze. 

Na kempingu trochę pogadanki, odpoczynek, prysznic i sen. Nie ma czasu na nocne życie, następnego dnia czekają nas walki od 8 rano. Ciężko jest ogarniać kilkudziesięciokilogramową zbroję, wodę, odżywki i kolejność walk nie będąć świeżym. Gdyby nie pomoc dziewczyn byłoby jeszcze trudniej - wielkie słowa uznania należą się przede wszystkim dla Guci i Ady. 

Dzień drugi: medal!

Rano walczą zawodnicy indywidualni. Dopinguję ich z trybun i w końcu doczekujemy się! Jest srebrny medal – Krzysztof Szatecki w konkurencji miecz i puklerz uległ tylko Ilya Ivanovowi z Rosji. Rozpoczynają się też konkurencje 5 vs 5. Ostatecznie miałem wziąć w tej konkurencji udział w ramach Polska 3 spuchnięty i siny nadgarstek nie zapewnia jednak ruchu. Wciąż smaruję go maściami, zmrożony był już kilkukrotnie. Zarówno Polska 1, jak i druga i trzecia ekipa radzą sobie bardzo dobrze i wychodzą z grup.

Battle of the nations 2017 Barcelona Poland vs UK

 

Wszystko jednak rozstrzygnie się dopiero 1 maja. Wieczorem na campingowej plaży odbywa się impreza – drużyny, które już odpadły z turnieju bawią się w najlepsze. Zaglądamy tam na chwilę, gdy jednak Moładawianie upierają się przy częstowaniu rakiją wybieramy angielskie wyjście – zwijamy się szybko zanim będą chcieli nas naprawdę upić.

 

 

Dzień 3 finały

Finałowy dzień to już nie przelewki. Wcześniej arena, przy drogich biletach świeciła nieco pustkami – ciężko jest zapełnić 20 tys. obiekt w mieście o niezwykle bogatej ofercie kulturalnej, w tym darmowej. Na finały obiekt jednak zapełnia się w 2/3 objętości co jeszcze bardziej potęguje wrażenie koloseum. Już rano z obozu Polski przychodzą dwie dobre wiadomości – dwa srebrne medale zdobywają w mieczu i tarczy Robert Szatecki i Mai Olczak. Nasza zawodniczka dokłada jeszcze brąz, ale w drużynie z Australii, bowiem w tym roku Polska nie wystawiała kobiecej ekipy do walk grupowych.

Battle of the Nations Barcelona 2017 21 v 21s Finals UK v Poland R2

Na arenie trwają jeszcze konkurencje 5 vs 5 – dwie nasze drużyny odpadają w ćwierćfinale, jedna w półfinale. Wcześniej jednak nasi zawodnicy pokazują klasę. Na pokonanym polu ląduje bowiem m.in. Izrael, Wielka Brytania, Meksyk, Finlandia, Turcja i inne.

 

O 18 wielki finał – 6 najlepszych ekip świata. Zaczynamy od zwycięskiego starcia z UK. Niestety, walka trwa do dwóch zwycięstw i to właśnie Brytyjczycy wygrywają finalnie 2-1. Zabrakło naprawdę niewiele by wejść do strefy medalowej, ale niestety – trzeba przełknąć gorycz porażki. Niejako na pocieszenie oglądamy historyczne zwycięstwo Ukrainy nad Rosją. Wieczorem też czeka nas paella i sangria - impreza dla uczestników rodzi nowe znajomości. Ja zostaje "el Polaco" i paraduję w czapce kadry... Meksyku, z którą popijaliśmy tequillę. 

Battle of the Nations 2017 - Ukraine vs Russia final of 21vs21 GoPro edit of Buhurt Tech

 

Epilog: trzeci na świecie

Finalnie w klasyfikacji medalowej Polska zajmuje 3. Miejsce. To znakomity wynik, przed nami są tylko teamy z Rosji i Ukrainy, które zgarnęły większość medali. Z pewnością jeszcze lepiej będzie na mistrzostwach federacji IMCF, które odbywają się w Danii i nie bierze w nich udział Rosja. Lekki niedosyt pozostał po walkach grupowych, bo chociaż Ukraina i Rosja ze swoimi pieniędzmi i liczbą zawodników pozostają poza zasięgiem to walka o 3. miejsce była w naszym zasięgu w konkurencji 21 vs 21.

Sam, po pięciu latach przerwy, wziąłem udział w mistrzostwach federacji HMB. Walki wchodzą na coraz wyższy poziom i czeka mnie jeszcze sporo pracy by być coraz lepszym. Ważne dla mnie było, że sport, który uprawiałem jeszcze w czasach „raczkowania” wciąż się rozwija, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Takie nazwiska jak Adam Król, Bogdan Raczyński, Krzysztof Ocaliński, Piotr Nowak czy Szymon Kulig to przyszłość walk.

Rycerska Kadra Polski ad. 2017 była bowiem wymieszaną ekipą ponad 35-letnich nestorów o wadze przekraczającej 100 kg i olbrzymim doświadczeniu z młodymi wilkami, którzy zbierają doświadczenie. Będzie więc tylko lepiej. To nic, że są siniaki i rozcięcia. Samo uczestnictwo w Rycerskiej Kadrze Polski to dla mnie wielkie wyróżnienie, zaszczyt i przygoda dla której warto bić się i nawet wracać 30 godzin z Barcelony. W większości na własny koszt. Dla sportu i chwały Polski. 

Piotr Celej