wtorek, 18 stycznia, 2022

Czekanem w majestat

Tak jak św. Hipolit skończył Michał Piekarski, fot.Dieric Bouts/

Przez wieki Rzeczpospolita uważana była za kraj bez królobójców. Do czasu. 15 listopada 1620 r. w drodze na niedzielną mszę do warszawskiej Kolegiaty św. Jana Zygmunt III Waza został zraniony czekanem przez niezrównoważonego szlachcica Michała Piekarskiego. Po schwytaniu niedoszłego królobójcę poddano torturom i 26 listopada publicznie stracono. Piekarski przeszedł do historii jako jedyny przedstawiciel polskiej szlachty, który próbował zabić swego króla.

Jesienią 1620 r., gdy w Rzeczypospolitej nie umilkły jeszcze echa polskiej przegranej z Turkami i Tatarami w bitwie pod Cecorą, w której poległ hetman Stanisław Żółkiewski), na kraj spadło nowe nieszczęście – zamach na życie króla.

Zamach na króla Zygmunta III Wazę. Grafika ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie.

Do zamachu na Zygmunta III doszło w niedzielę 15 listopada, ok. godziny dziewiątej rano. Król w otoczeniu swej świty szedł do Kolegiaty św. Jana (obecnie Bazylika Św. Jana) przy ul. Świętojańskiej, aby wziąć udział w mszy świętej. Ukrywający się za drzwiami świątyni szlachcic Michał Piekarski ugodził władcę czekanem w głowę. W pierwszej chwili nikt z otoczenia królewskiego nie zauważył napastnika, który zadawał kolejne ciosy raniąc monarchę w twarz i ramiona. Przed utratą życia króla uchronił marszałek nadworny koronny Łukasz Opaliński, który w porę obezwładnił zamachowca.

Jako pierwszy leżącego króla podniósł Jan Kaliński – bliski współpracownik biskupa krakowskiego Marcina Szyszkowskiego, który opatrzył zranionego władcę. W nagrodę za szybką reakcję Kaliński otrzymał później sporą sumę pieniędzy oraz kosztowności.

Kim był zamachowiec, co się z nim stało i jaki był dalszy los czekanów dowiecie się TU