
Rewolucja irańska 1979 powstała z szerokiego sojuszu lewicy, feministek, komunistów i islamistów przeciw szachowi. Po zwycięstwie Chomeini narzucił szariat, obowiązkowy hidżab (protesty kobiet już w marcu 1979), odebrał prawa i stracił tysiące lewicowców (w tym masakra 1988). Na zdjęciu: dwie aktywistki – jedna (Maryam Rafiei) stracona, druga (Sahra Mohammadi) uciekła do Szwecji.
Powszechną myślą milionów uczestników rewolucji w 1979 roku była bowiem ta o lepszej przyszłości dla siebie i swoich bliskich. Nie islam, nie Koran, ale obalenie reżimu, pod którego rządami po prostu było im źle. To, co stało się później, było często występującym zjawiskiem, określanym zwrotem „rewolucja pożera swoje dzieci”. Pożarte zostały nie tylko kobiety, ale też liberałowie, lewicowcy i każdy, kto postanowił sprzeciwić się temu, w jakim kierunku ekspresowo podążył Iran.
Z dzisiejszej perspektywy może się to wydawać co najmniej dziwne, kiedy czytaliśmy wiadomości z Iranu z ostatnich protestów, gdzie pod sztandarami również walki o prawa kobiet, wybuchły protesty przeciw autokratycznemu religijnemu reżimowi, który brutalnie je tłumił. Prawie pół wieku temu żaden Irańczyk czegoś takiego by sobie raczej nie wyobraził. Ich kraj był wówczas rządzony przez autokratycznego monarchę szacha Rezę Pahlawiego, którego wyniósł do władzy w 1953 roku zamach stanu wydatnie wspierany przez USA, Wielką Brytanię i Izrael. Opozycja polityczna była brutalnie represjonowana, w tym przy użyciu budzącej grozę służby bezpieczeństwa SAVAK, która powszechnie posługiwała się torturami i odpowiada za niemożliwą do precyzyjnego ustalenia liczbę ofiar szacowaną na tysiące. Szach miał wizję westernizacji Iranu i fundował Irańczykom forsowny marsz ku zachodnim normom kulturowym. Za petrodolary starał się rozbudowywać infrastrukturę i przemysł, co w idei miało szybko unowocześnić irańską gospodarkę opartą o rolnictwo i wydobycie ropy naftowej. Wszystko na modłę zachodnią, przy jednoczesnej głębokiej niechęci do komunizmu i gotowości do wydawania ogromnych sum na broń, zwłaszcza amerykańską.
Pomimo tego w zachodnich mediach nie brakowało zachwytów nad gwałtownym rozwojem Iranu, prognoz o tym, jakim to mocarstwem nie będzie w perspektywie dekady, czy dwóch oraz fotorelacji pokazujących szacha i jego żonę (trzecią) Farah, wykształconą i ubierającą się zgodnie z najlepszą zachodnią modą. Jednak za tą fasadą krył się znacznie mniej cukierkowy obraz. Podstawowym problemem były różnice ekonomiczne i kulturalne oraz daleko idący rozdźwięk pomiędzy elitą a masami. Reformy szacha określane zbiorczo mianem „białej rewolucji”, tej przepaści nie zasypywały. Wręcz przeciwnie. Przyłożyła się do tego zwłaszcza reforma rolna, która w zamierzeniu miała odebrać ziemię tradycyjnym lokalnym możnowładcom i klerowi, a dać ją najbiedniejszym, tworząc stabilne zaplecze polityczne reżimu. W praktyce najwięcej zyskała nowa klasa zamożnych przedsiębiorców rolnych, którzy skupili większość ziemi.
Masy biednych rolników, wcześniej praktycznie niewolników, zyskały tylko wolność osobistą, ale nie dość ziemi i środków do utrzymania się z roli. Emigrowali więc masowo do miast, gdzie potrzeba było niewykwalifikowanych pracowników na budowach i w fabrykach. Nastąpiła gwałtowna urbanizacja. Póki była praca, było dobrze. Jednak kiedy pod koniec lat 70. sytuacja gospodarcza zaczęła się pogarszać i pracy było coraz mniej, a koszty życia w miastach rosły, to powstała bardzo liczna grupa rozczarowanych młodych mężczyzn, wyrwanych ze swojej tradycyjnej i konserwatywnej wsi, pozbawionych korzeni i stabilizacji. Pariasi, idealni żołnierze rewolucji.
Przykład głęboko zakorzenionych podziałów społecznych przywoływał w swoich wspomnieniach amerykański generał Colin Powell, który w 1978 roku wizytował Iran jako członek delegacji Pentagonu. Trwało właśnie wdrażanie do służby zakupionych w USA, wówczas supernowoczesnych myśliwców F-14A Tomcat. Tymczasem w miastach trwały demonstracje i słychać było strzały. Pół roku później rewolucja osiągnęła kulminację.
Rewolucja w latach 1978/79 nie była więc jakimś zrywem religijnym w obronie islamu, przeciw narzucanej przez szacha laicyzacji i zachodnim normom. Była powszechnym zrywem przeciwko nierównościom społecznym, pogarszającej się jakości życia oraz endemicznej korupcji, której symbolem było niezwykle wystawne życie szacha i jego rodziny. Brali w niej udział przedstawiciele całej opozycji. Od inteligencji uważającej, że reformy trzeba prowadzić lepiej i bez korupcji, przez lewicę i komunistów, którzy chcieli reform po swojemu i odrzucenia wpływów zachodnich, po konserwatywny kler, który walczył o tradycyjną pozycję religii, konserwatywnych wartości, a co za tym idzie o swoją pozycję i rząd dusz. Każda grupa uważała, że ma największe szanse na przechwycenie władzy już po obaleniu szacha. Walcząc o jak najszersze poparcie mas, każda posługiwała się ogólnikami i nie przedstawiała precyzyjnych planów na po rewolucji. Rzesze kobiet demonstrowały za zniesieniem monarchii i za utworzeniem republiki Islamskiej. Szczerze wierzyły, że taka republika da im pełną równość i zniesie wszelkie ograniczenia dla nich w życiu publicznym. Jednak w rewolucyjnym rozemocjonowaniu nikt nie słuchał za dokładnie tego, co mówi ajatollah Chomeini przebywający na wygnaniu we Francji. Mówił natomiast wprost, że po rewolucji kobiety będą miały rolę w społeczeństwie w ramach nakreślonych przez islam. W atmosferze uniesienia nikt nie zatrzymał się i nie zapytał, co właściwie znaczą te „ramy nakreślone przez islam”. Gdy ajatollah postawił stopy na irańskiej ziemi, było już za późno i rozpędzonej machiny nie można było już zatrzymać.

Ajatollaha Chomeiniego do Teheranu dostarczyli Francuzi.

