czwartek, 16 września, 2021

Polskie regalia – historia tak prawdziwa jak smutna

foto.pinterest

Polska jest jednym z dwóch europejskich krajów posiadających monarchistyczne tradycje,  które nie posiadają koronacyjnych insygniów swoich królów i królowych – koron, jabłek i bereł. Drugim jest Francja. Te dwie historie różnią się jedynie tym, że Polsce i Polakom regalia odebrano pod osłoną nocy, podstępem i w sekrecie (oczywiście przy udziale zdrajców i pożytecznych idiotów) – a Francuzi w trakcie rewolucji sami zniszczyli najcenniejsze korony – w tym tą należącą do Karola Wielkiego, wywlekli z katedry Saint Denis wiekowe truchła swoich monarchów i wrzucili je do rynsztoka. Nie Francją jednak się zajmiemy. Bo to los polskich regaliów bardziej nas obchodzi.

Był rok 1795…  

Był rok 1795. Noc z 3 na 4 października cicha i bezksiężycowa. Dokładnie za trzy tygodnie Rzeczpospolita zniknie z mapy Europy – zostanie podpisany ostatni traktat rozbiorowy, kładący kres Jej istnieniu. Królewskim miastem Krakowem od niemal półtora roku rządzi gubernator pruski Antoni von Hoym. Tej właśnie nocy, w asyście oficerów, podjeżdża powozem na Wawel, by zrealizować swój obmyślony od dawna plan włamania się do skarbca koronnego i zabrania stamtąd najcenniejszych klejnotów polskiej monarchii. 

Gubernator Von Hoym objął władzę w Krakowie po wejściu do miasta wojsk pruskich po upadku Insurekcji Kościuszkowskiej. Nie mając kim bronić miasta królów, pułkownik Ignacy Wieniawski uciekł, pozostawiając krakowską ludność oraz skarby Wawelu na pastwę Prusaków.

Zdziwiony strażnik kluczy

Jedynym strażnikiem gromadzonych od 800 lat regaliów pozostał 52-letni ksiądz Sebastian Sierakowski – ostatni kustosz skarbca, mianowany na to stanowisko 4 lata wcześniej przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. W domenie Sierakowskiego pozostawały wszystkie klucze. Było ich sześć – dokładnie tyle, ile żelaznych drzwi strzegących królewskich klejnotów. Niegdyś przechowywało je sześciu senatorów Rzeczypospolitej – kasztelanowie: krakowski, wileński, poznański, sandomierski, kaliski i trocki. Feralnej nocy ksiądz Sierakowski słyszał podjeżdżający wóz. Zignorował to. Nie zaniepokoiły go również hałasy w korytarzach. Przeświadczony, że nic złego nie może się stać – bo klucze są bezpieczne w jego pieczy, położył się spać. Wszak przed Prusakami po Wawelu buszowali już Rosjanie – i nikt sie nie poważył nawet zbliżyć do skarbca. Kustosz jednak nie docenił swego przeciwnika oraz jego chciwości. Bowiem Prusacy przygotowali się do zajęć, mieli dobry plan i… najlepszego ślusarza, jakiego tylko znaleźli. Gdy ksiądz Sierakowski – już po przejęciu miasta przez Austriaków – przyszedł do skarbca i otworzył pierwsze drzwi, z przerażeniem stwierdził, że pozostałe drzwi są otwarte a skarbiec pusty.

Kto zdradził? (Bo zawsze ktoś musi zdradzić. Taka tradycja)

Odpowiedź nie tylko na to pytanie znajdziesz tu: http://strefahistorii.pl/article/6256-polskie-regalia-historia-tak-prawdziwa-jak-smutna