
Jesteśmy fanami lokalnych tradycji, takich które wyróżniają dane miasto czy wieś na tle wszystkich innych, zwyczaje praktykowane od dziesiątków lat lub jeszcze dłużej, stanowiące wyróżnik lokalnej tożsamości. 24 czerwca – czyli tradycyjne imieniny Jana i Janiny są wyjątkowo fetowane w Gniewie.
W tym niewielkim pomorskim miasteczku Janowie i Janiny w dniu swych imienin nie mogą spać spokojnie. Ani długo. Od wielu lat bowiem gniewska Orkiestra Dęta niegdyś pod batutą pani Jadwigi Mielke wczesnym świtem – około godziny 4:00 wyruszała na gminne oraz miejskie gniewskie osiedla i ulice by zagrać Janom i Janinom rzecz jasna – „Sto lat” lub jakiegoś skocznego marsza. Dawniej orkiestra zaliczała kilkadziesiąt wstępów. Po wielu latach takich porannych pobudek rzadko który Jan czy Janina dawał się zaskoczyć. Niektórzy czekali na te wyjątkowe odwiedziny. Nie czekali z próżną ręką. Obdarowywali orkiestrę albo butelką czegoś mocniejszego albo drobną kwotą – nigdy nie było to obowiązkowe – za to mile widziane. Zdarzało się oczywiście, że do orkiestry nikt nie wychodził. Ale to nic. Za rok muzycy wracali znowu. Orkiestra grała starszym i tym najmłodszym. Taka to gniewska tradycja. I dobrze, że się ją kultywuje – bo drugiego takiego miasta, gdzie tak by Janów i Janiny hołubiono, po prostu nie ma.

Wieść gminna niesie, że gdy starostą gniewskim był sam Jan Sobieski we własnej osobie, lokalni grajkowie zmówili się, by staroście prezent zrobić na imieniny. Przyszli więc wczesnym rankiem pod okna pałacu i zagrali. Przyszłemu królowi tak się niespodzianka spodobała, że wydał specjalny przywilej dla grajków. Odtąd muzykanci mieli Janom grać w dniu imienin w całym mieście poczynając od starosty a potem króla.
Plus z tego był jeszcze jeden. Otóż: Gdy pisząca te słowa uczęszczała do podstawówki – a były to koniec lat 80-tych i lata 90-te, zakończenie roku szkolnego najczęściej odbywało się właśnie 24 czerwca. Zwykle około godziny szóstej kołdra wprost podskakiwała wraz z pierwszymi taktami „Sto lat”. Nie było opcji zaspać na uroczystość do szkoły. I dotyczyło to wszystkich dzieciaków z ulicy, nie tylko nieszczęsnych(tak kiedyś się tejże dzieciarni wydawało) dzieci Janów i Janin – bo na Czyżewskiego po sąsiedzku mieszkało trzech Janów – pod numerami 19, 20 i 21. A kolejny ze dwa domy dalej a potem jeszcze następni – łącznie wzdłuż ulicy – na 24 domy jednorodzinne oraz trzy bloki kilkunastu. Pobudka gwarantowana. O świcie bębny i puzony niosą się nieprawdopodobnie.

