
Za namową kolegi, którego nazwiska nie ujawnię, obejrzałam Dzikiego w reżyserii M. Kawulskiego. I choć od stracenia tych dwóch godzin minęło już trochę czasu, wciąż szukam odpowiedzi na pytanie: po ch** to powstało?
Jest kwiecień, słonko świeci, ptaki śpiewają, a ja wiem, że właśnie obejrzałam najgorszy bullshit roku – wiem, że niczego słabszego nie uda mi się zobaczyć. Właściwie powinnam tupnąć i zakrzyknąć: odmawiam „pracy w takich warunkach”! Żądam jakiejś dopłaty albo rekompensaty za oglądanie takich parafilmów! A każdy kto poszedł na to do kina, powinien żądać zwrotu kasy za bilet i nawiązki.
Wszystko, absolutnie wszystko jest tu złe i nawet nie bardzo wiem od czego zacząć. Scenariusz to kompletne głupoty, które dzieją się rzekomo w XVII-wiecznych Karpatach, ale to prędzej jakieś nigdzie i nigdy. Domyślam się, że to miał być film o micie lub o rodzeniu się tegoż, ale to nie ma nic wspólnego z legendami czy czymkolwiek podobnym.
Generalnie to historia niemego zbója, porzuconego w dzieciństwie przez napadniętą matkę w dzikim, zimowym lesie. Film niestety nie tłumaczy jakie bushcraftowe/survivalowe sztuczki pozwoliły mu przetrwać przez dekadę – do momentu, kiedy znajduje go jakiś chłop. Co w sumie jest ciekawe. W Karpatach człekokształtnych małp nie uświadczysz, więc kto go salwował? Wilki, rysie, jenoty, bobry, sarny? Potem gość ewidentnie nie lubi z ludźmi i ląduje na banicji. I se łazi po lesie.
Ta opowieść jest słaba, ale nawet z tego dałoby się coś wyłuskać przy jakimś ogarniętym reżyserze i przy taaaakim budżecie i zapleczu. Ale tu nie dostajemy kompletne nic. Z ekranu wieje chaosem, narracja jest dziurawa jak polskie drogi ćwierć wieku temu i ogląda się to z rosnącym poczuciem zażenowania i … poczucia wstydu, że współuczestniczymy w zbrodni na kinie.

Słaba historia to jedno, ale aktorsko to jest prawdziwa masakra. Przypakowany Włosok z zawziętą miną – jedną na cały film, trochę warczy (no, pamiętacie – on nie mówi) wygląda jak połączenie Tarzana z Johnem Wickiem i efektownie szlachtuje wszystkich rajtarów, muszkieterów czy kogo tam jeszcze. Fabijański to nawet nie jest parodia, to jest coś znacznie gorszego, ale tego się nie da jednym słowem opisać – a przynajmniej mnie się słownik skończył. Głupie miny, dziwaczne intonowanie i gestykulacja – nie wiem czy kiedyś w profesjonalnym filmie widziałam coś takiego. Postać tego papieskiego legata to jest najgorsza rola jaką widziałam być może kiedykolwiek – do tego jest rzecz jasna bardzo źle napisana. I to jest główna przyczyna dramatu, jak mniemam.
Reszta obsady nie lepsza – Lichota to taki wioskowy mędrzec, ale sprowadza się to do marszczenia czoła. Jeszcze gorzej wypada Agata Buzek, która gra jakąś szeptuchę czy inną wiedźme, która gada głodne kawałki o łączności istot z Ziemią. Dramatycznie złe epizody zaliczają Szyc i Chabior – stawiam dolary przeciwko orzechom, że obaj porządnie strolowali tę produkcję i odwalili tę kaszanę specjalnie, bo trudno uwierzyć, że to na serio. Aktor zagra tak jak mu reżyser każe. Kawul kazał źle.
Dialogi to w ogóle osobna kwestia – uszy puchną co chwilę słysząc a to nieudolną stylizację, a to jakieś teksty rodem z współczesnego filmu gangsterskiego, w dodatku polskiego filmu gangsterskiego(co stanowi klasę żenady samą dla siebie z etykietką „za mało ku*wa, ku*wa”). Momentami to zupełny bełkot bez ładu i składu, dość powiedzieć, że jedna z bohaterek (jesteśmy w XVII wieku) opisując Dzikiego mówi, cytuję dosłownie: „że jego dzikość sprawiła, że stał się bohaterem zbiorowych wyobrażeń”. W XVII wieku…zbiorowych wyobrażeń… Chrystejezu!
Najlepiej w filmie wypadły Karpaty, bo je trudno schrzanić – choć w polskim kinie wszystko jest możliwe – patrz serial „Forst”. Ale nie tym razem. Widoczki z drona piękne bardzo. Oczywiście to, że film powstał w technologii IMAX nie ma żadnego znaczenia i w ogóle nie sprawia, że coś jest lepiej.
Muzyka to jakaś przypadkowa playlista gdzieś między technofolkiem a world music, ale niedopasowane to wszystko strasznie, tanie i łatwe.
Tego filmu nie sposób porównać nawet do gówna – bo z niego choć jest jakiś pożytek, a z dzieła Kawulskiego (któremu coraz mocniej wydaje się, że jest Tarantino) nie ma żadnego.
Ogólnie nie polecam.

