
60 lat temu na ekrany polskich kin wszedł „Faraon” Jerzego Kawalerowicza. Chociaż nie, on nie wszedł. On wkroczył.
Zrealizowany w Zespole Filmowym „Kadr” „Faraon” był kręcony przez trzy lata z udziałem dwóch tysięcy statystów w scenach batalistycznych. Zdjęcia powstawały w Uzbekistanie, Egipcie oraz w łódzkiej wytwórni filmowej. Był nominowany do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego, specjalny pokaz zamykał 19. MFF w Cannes.

To było przedsięwzięcie na ogromną skalę. Produkcja ruszyła jesienią 1962 roku wraz z powołaniem pracowni scenograficznej w Łodzi, która rozpoczęła studia nad kostiumami i realiami życia starożytnego Egiptu. W atelier łódzkiej wytwórni zrealizowano większość scen pałacowych, świątynnych oraz rozgrywających się w labiryncie. Na podstawie rysunków ze starożytności Warszawska Stocznia Rzeczna wykonała(!!!) statek egipski, a scena przejażdżki Ramzesa i Sary po Nilu została nakręcona na specjalnie stworzonej sztucznej wyspie na jeziorze Kirsajty, ozdobionej palmami i kępami lotosu.
Pustynne sceny masowe realizowano głównie na pustyni Kyzył-kum pod Bucharą w Uzbekistanie, gdzie ekipa pracowała prawie pięć miesięcy. Ze względu na wysoką temperaturę powietrza taśmę filmową trzeba było przechowywać w chłodni, a codziennie na plan zdjęciowy dostarczano 10 tysięcy butelek wody mineralnej. Na potrzeby scen zbiorowych Kawalerowicz wynajął dwa tysiące żołnierzy Armii Radzieckiej – choć raz do czegoś sensownego się przydali! Część scen wykonano w oryginalnych sceneriach Egiptu, w Luxorze i Kairze. Produkcję wspierali swoją konsultacją egiptolodzy Kazimierz Michałowski z Uniwersytetu Warszawskiego i Shadi Abdel Salam z Instytutu Filmowego w Kairze; ten ostatni asystował wcześniej przy produkcji filmu „Kleopatra” z 1963 roku w reżyserii Josepha L. Mankiewicza.
Za kostiumy odpowiadała pierwsza dama polskiej kostiumografii -Barbara Ptak. Korzystała z miejscowych tkanin, farbowała je naturalnymi barwnikami w beczkach po oliwie, na pustyni. Niestety kostiumy przepadły wraz z replikami insygniów władcy Egiptu.
Więcej o Barbarze Ptak przeczytacie tu:

Szczerze? Uważam, że to jeden z najlepiej zrealizowanych, polskich filmów kostiumowych ever. Po latach wciąż się świetnie ogląda, a wszystkie amerykańskie produkcje spod znaku miecza i sandałków mogą się schować.
60 lat temu robiliśmy świetne kino, które zawstydza dzisiejsze kostiumowe produkcje – nie tylko rodzime, wraz z wszystkimi efektami specjalnymi, CGI, AI etc. Jakoś wtedy reżyser wiedział co ma robić, scenarzysta co forsę wziął, wiedział jak zaadaptować dobry materiał źródłowy, aktorzy wiedzieli jak i co grać, ekipa techniczna nie miała sryliardów gadżetów – a dziś? Reżyserzy i scenarzyści i aktorzy bawią się w ideologów, a technika bez gadżetów nie przetrwa i nie zrobi dosłownie nic, bezradnie rozkładając różowe rączki…
W ramach retropolecajki, polecam bardzo.

