czwartek, 22 stycznia, 2026

Kupiony po okazjonalnej cenie

foto. wikipedia

Niczym bumerang wraca temat reparacji, jakie Niemcy powinny wypłacić Polsce – i jak to w Polsce – bumerang ten jest bronią w politycznej wojnie. Jedni żądają niebotycznych sum, inni twierdzą w ślad za niemieckim rządem, że temat jest zamknięty. Myślę, że pisanie, która strona co opowiada, jest zbędne. Obóz żądający reparacji dostał oczywiste wsparcie w postaci krzyczącego prezydenta. Tylko czy ten krzyk ma szanse cokolwiek zmienić?

Podawana żądana kwota w wysokości idącej w biliony – jest tak realna jak to, że Polska będzie mistrzem świata w piłce nożnej.

Niemniej odszkodowania powinny być wypłacone, a Niemcy powinni Polsce w jakiś sposób zadoścuczynić – i tu się z prezydentem Nawrockim w czymś zgadzam. Jest taki obszar – są to zagrabione dobra kultury wywiezione do dawnej Rzeszy. Ogromna ich część wciąż leży po piwnicach i na strychach prywatnych domów, ale spora część znajduje się po prostu w muzeach, bibliotekach i niemieckich instytucjach kultury.

Niemcy zaś nie palą się specjalnie aby sprawy te uregulować. Niezależna Komisja Doradcza ds. Mienia Zagrabionego przez Nazistów, odpowiedzialna od 2003 roku za proponowanie rozwiązań w sporach o zwrot zagrabionych dóbr, 1 grudnia 2025 roku zostanie zastąpiona przez sądy arbitrażowe, co uzgodniły w styczniu władze federalne, landowe i lokalne.

Powodem jest wybitna nieskuteczność. W ciągu 22 lat swojego istnienia komisja podjęła działania w „aż” 26 sprawach. Słownie: dwudziestu sześciu. Ilość skradzionych dzieł sztuki to pewnie z kilkaset tysięcy przedmiotów.

Zdaniem ekspertów wynika to przede wszystkim z niewystarczających prerogatyw i struktury komisji, a także braku podstawy prawnej i możliwości egzekwowania jej decyzji. Komisja może podjąć działania tylko wtedy, gdy taką wolę wyrażą obie strony sporu – co samo w sobie jest absurdalne – to jak pytać złodzieja czy zechce może być sądzony za kradzież. A nade wszystko – jej zalecenia nie są prawnie wiążące. W skrócie, przez 22 lata realizowano pozorne działania.

W Niemczech wciąż nie ma ustawy o restytucji zagrabionych dzieł sztuki, zatem nie ma wiążącej podstawy prawnej, w oparciu o którą potomkowie ofiar mogliby dochodzić swoich roszczeń. To nie do przyjęcia, zwłaszcza w przypadku kraju sprawcy.

Przypominając, w 1998 roku Niemcy przyjęły deklarację waszyngtońską. W dokumencie tym 44 państwa oraz liczne organizacje i stowarzyszenia ofiar uzgodniły postulat „sprawiedliwego i uczciwego rozwiązania” spraw dotyczących dzieł sztuki zagarniętych przez nazistów. Za wdrożenie „zasad waszyngtońskich” i regulację spornych spraw odpowiedzialna była i nadal jest w Niemczech wspomniana komisja.

Może polski rząd z polskim prezydentem, mogliby spróbować pomóc rządowi naszego drogiego (jak cholera) sąsiada podjąć właściwe kroki legislacyjne.

Tymczasem w takim Hamburger Kunsthalle wciąż można znaleźć informacje, że np. obraz trafił do muzeum jako prezent do wdowy po jakimś naziście, który kupił go po okazjonalnej cenie (całkiem przypadkowo w Warszawie w 1942 roku), jego pochodzenie jest właściwie nieznane – chociaż spadkobiercy oficjalnie dopominają się jego zwrotu, są w stanie udokumentować skąd pochodzi, do kogo należał i gdzie zakończyła się historia życia jego prawowitego właściciela (ostatnie znane miejsce pobytu – getto warszawskie, rok 1942 – co za przypadek) – a rzecz tyczy obrazu „Młoda dziewczyna” Pauli Modersohn-Becker.

W sumie nie wiem, co jest bardziej obrzydliwe – takie właśnie drobne wtręty o okazjonalnych cenach czy systemowa powojenna ochrona zmasowanej grabieży.

Pytanie brzmi, czy wciąż będziemy tylko pokrzykiwać, czy może coś sensownego zaproponujemy. Ponad podziałami.

Zdjęcie całkowicie niepowiązane.