
Dwaj przedwojenni królowie czekolady polskiej, pp. Adam Piasecki (Kraków – Wawel) i Jan Wedel (Warszawa – wiadomo) na jedynym znanym wspólnym zdjęciu ze światowego zjazdu producentów czekolady w Antwerpii w 1930. Na marginesie – od razu widać, kto faktycznie osobiście kochał czekoladę, a kto ją traktował jako świetny biznes…
Panowie osobiście utrzymywali poprawne stosunki towarzyskie, ale konkurencyjnie walka szła na kły i pazury, z podkupywaniem sobie nawzajem inżynierów, majstrów etc. Przy tym to były dwie różne szkoły biznesu; np. p. Piasecki nazwał swój najsłynniejszy batonik Danusia na cześć swojej aktualnej kochanki, a p. Wedel, wierny legalizmowi i etyce protestanckiej, nawet poczciwą nazwę „Ptasie mleczko” konsultował nie tylko z urzędem patentowym, ale i z pastorem oraz z dziećmi z fabrycznego przedszkola.



Czekoladowych konkurentów pogodziła historia. Piasecki został zamęczony przez Niemców w obozie koncentracyjnym za pozbawiony entuzjazmu sposób myślenia o III Rzeszy, Wedel w 1945 został przez nowe władze wyoutowany z własnej fabryki, z dożywotnim zakazem wstępu, żeby burżuazyjnie nie przeszkadzał. Do końca życia chodził na spacery nad jeziorkiem kamionkowskim i z daleka patrzył, jak pracuje fabryka.
Danusia i Ptasie Mleczko ich obu przeżyły.
W 1955 przywrócono opakowaniowy podpis E.Wedel – ze względów marketingowych i bez zgody właściciela, który miał to już wtedy generalnie w nosie i cieszył się, że w ogóle jakaś tam czekolada się robi. Wbrew pozorom, jakby chciał podpis wycofać, to spokojnie nawet w PRLowskich ówczesnych sądach mógłby to przeprowadzić – ale nie chciał.

