czwartek, 9 grudnia, 2021

Czarne chmury nad branżą motoryzacyjną

foto/mat.prasowy

Czarne chmury zawisły nad branżą motoryzacyjną. Konsumenci muszą liczyć się z wyższymi cenami i dłuższymi okresami oczekiwania na niektóre modele, ale trudności kumulują się po stronie producentów, którzy mają problemy z zaspokojeniem popytu na nowe samochody. We wrześniu 2021 r. liczba produkowanych aut w Europie spadła do niewiele ponad 700 tys. sztuk, co jest najniższym wynikiem od 25 lat.

Mimo że jak do tej pory sytuacja w tym roku jest lepsza od ubiegłego (sprzedaż jest wyższa o 7%), to należy wziąć pod uwagę efekt zamrożenia gospodarek przez znaczną część 2020 r., a obecnie branża, po chwilowej poprawie, zaczyna mierzyć się z kolejnymi konsekwencjami zaburzenia światowych łańcuchów dostaw i zachwianiem balansu między podażą i popytem na podzespoły.

Specjaliści informują o jednoczesnym nałożeniu się kilku czynników ograniczających możliwości produkcyjne producentów samochodów (ale nie tylko). Firmy mają doświadczać problemów z dostępnością zarówno nisko przetworzonych materiałów, jak i zaawansowanych układów i części. Spowodowane jest to kłopotami z logistyką i po stronie dostawców. Najbardziej dotkliwa jest niewystarczająca dostępność elementów półprzewodnikowych- kluczowych dla wszystkich układach elektronicznych montowanych w nowoczesnych samochodach.

Problemy te dotyczą nie tylko Europy, ale wszystkich znaczących producentów samochodów. Szacuje się, że problemy tylko z dostępnością układów scalonych będą globalnie kosztowały branżę motoryzacyjną 210 mld dolarów, zmniejszając znacząco przychody firm produkujących samochody. Prognozy te od maja zostały podwojone, co uzasadnia się m.in. ograniczeniami związanymi z pandemią wprowadzonymi w Malezji. Sytuacja nie poprawi się szybko. CEO STMicroelectronics — francusko-włoskiego przedsiębiorstwa produkującego układy elektroniczne — przewiduje, że dostępność półprzewodników powinna zacząć z wolna rosnąć w przyszłym roku, ale sytuacja nie wróci do normy przed 2023 r.

Problemy mają niemieckie firmy operujące w Polsce. Produkcja wstrzymana ma zostać w fabrykach Volkswagena w Poznaniu i we Wrześni. Opel natomiast zredukował liczbę zmian z trzech do jednej. Kłopoty producentów nie pozostaną bez konsekwencji dla poddostawców i całościowo dla polskiej gospodarki. Łukasz Ambroziak, analityk Polskiego Instytutu Ekonomicznego, przewiduje likwidację 57 tys. miejsc pracy i utratę 0,4% PKB.

Zobacz również: