O co chodzi z tym ładowaniem aut elektrycznych?

To w końcu spędza się godzinę na ładowarce, czy nie?
Jako, że auto elektryczne regularnie użytkuję już od kwietnia 2023 roku, czyli ponad 3 lata – postaram się Wam odpowiedzieć, jak to jest w sposób zrozumiały dla kogoś, kto z takim autem nie miał jeszcze do czynienia. W artykule posługuję się więc uproszczeniami i kolokwializmami, tak by był on łatwy w odbiorze.

Co ważne, jest to tekst w całości napisany przez człowieka, nie bełkot wygenerowany przez AI. Nie jest to artykuł sponsorowany.

Przy obecnych cenach paliw, część z Was przed wymianą samochodu na nowy czy nowszy, pomyśli o hybrydzie plug-in lub aucie w pełni elektrycznym. Czy da się takie auto użytkować mieszkając w bloku? Odpowiedź brzmi „to zależy”. Generalnie zwrot „to zależy” mógłby paść w tym artykule w każdym akapicie – co auto i ładowarka – będzie inaczej.

Zużycie energii
Jak rozumieć te kWh/100km? Tak jak l/100km. Czyli, jeżeli średnie zużycie auta wynosi 20kWh/100km, to tyle ubędzie z baterii – dlatego, zupełnie jak w aucie spalinowym, kombinacja pojemności baterii i zużycia energii daje nam zasięg. Co wpływa na zużycie energii? Wszystko. To czy auto ma napęd na jedną czy dwie osie, jaki ma kształt, czy jedziemy dynamicznie czy spokojnie, czy jedziemy po autostradzie czy po zwykłej drodze, czy też w mieście. Generalnie zasada jest odwrotna niż w przypadku aut spalinowych – w mieście zużywamy mniej energii niż w trasie – więc mamy większy zasięg jeżdżąc „wokół komina”. Wynika to z faktu, że auto elektryczne odzyskuje część energii podczas hamowania. Oprócz tego należy pamiętać, że auto elektryczne w zimie zużywa więcej energii – po pierwsze nie ma odpadu w postaci ciepła jak w przypadku aut spalinowych, więc całe ogrzewanie odbywa się elektrycznie (np. pompą ciepła), a po drugie w niskich temperaturach większość ogniw „straci pojemność”.

Prędkość i osiągi
I teraz – czy da się jeździć autem elektrycznym szybko? Czy trzeba jechać 80km/h za ciężarówką? Wiadomo – to zależy. Głównie od auta i wiatru. Przez 75 tysięcy kilometrów zrobionych autem elektrycznym przynajmniej jedną trzecią z tych przebiegów zrobiłem po
trasach szybkiego ruchu i autostradach – wyłącznie na terenie Polski. Jeździłem z Trójmiasta do Warszawy, Krakowa, Katowic, Wrocławia – obserwując jak rozwija się infrastruktura szybkiego ładowania. W tej chwili rozmieszczenie stacji pozwala po większości głównych tras bezstresowo jechać z prędkościami autostradowymi bez obaw o możliwość naładowania auta… ale no właśnie… co z tym czasem ładowania?

Czas ładowania
Tutaj znowu wszystko zależy. Tym razem przede wszystkim od napięcia w instalacji – większość tańszych aut ma instalację 400V. Za wyjątkiem Tesli i ich sieci Superchargerów, zwykle znacząco ogranicza to moce, które te auta potrafią przyjąć. I nie liczy się tylko
maksymalna moc ładowania, ale tzw. krzywa ładowania – obrazująca, jaką moc auto przyjmuje w funkcji czasu. W praktyce, użytkowane przeze mnie auta Hyundai z instalacją 800V ładowały się od 15-80% w ok. 18min. Czy to dużo czy mało? W tym czasie do baterii w moim aucie przybywa zasięgu na ok. 200-250km. Oznacza to, że do Krakowa musimy wykonać 2-3 takie postoje, co de facto może wydłużyć taką podróż o prawie godzinę. Oczywiście przy założeniu, że autem spalinowym zatrzymywać się nie będziemy. Do ceny takiego ładowania przejdę za chwilę, bo to osobna historia. Wracając więc do krzywej – patrzymy tutaj nie tylko na pojemność baterii i zużycie energii, ale również na zdolność auta do przyjęcia wysokiej mocy z ładowarki, by energię tę uzupełnić w czasie. No właśnie – moc ładowarki.



Skąd biorą się historie o staniu godzinę na ładowarce?
Bo tak się zdarza. Przy założeniu, że nasze auto jest całkowicie rozładowane i ma baterię w okolicach 50kWh i zatrzymując się przy ładowarce pod Lidlem, która z reguły będzie mieć ok. 50kW mocy, licząc przy pomocy prostej matematyki – potrzebujemy godzinę, aby takie auto naładować, przy założeniu, że będziemy się ładować cały czas z mocą maksymalną. No, ale jeżeli znajdziemy ładowarkę, która ma 75kW – czas ten skraca się do 45 min., a na ładowarce 100kW (zakładając, że auto w całym zakresie ładowania utrzyma taką moc),
schodzimy w okolice 30 min. Oczywiście moc ładowania waha się i im bliżej 100% tym jest mniejsza. W praktyce na szybkiej ładowarce powinniśmy ładować się do 80%, powyżej tej wartości staje się to nieopłacalne. Oczywiście od początku tego artykułu poruszamy temat ładowania się ładowarkami DC (prądu stałego) o stosunkowo wysokich mocach – zwykle od 30 do 600kW. Dla zobrazowania – przeciętna moc przyłączeniowa w domku lub mieszkaniu to 11-14kW. Jeżeli mówimy o ładowarkach prądu zmiennego AC (popularnych słupkach) które często dostępne są na parkingach, lub wallboxach, to znakomita większość aut przyjmie 11kW (nieliczne 22kW, ale też nieliczne ładowarki taką moc oferują). No i tutaj w zależności od pojemności baterii auto może się ładować od 4 do nawet 10 godzin. Możemy też podłączyć auto do „zwykłego” gniazdka 220V. Moje ładuje się wtedy do pełna 33h. Sport dla cierpliwych. Zatem podsumowując – w większości przypadków godzina przy ładowarce wynika z mocy ładowarki lub mocy przyjmowanej przez auto – bo tu też zdarzają się problemy. Zwłaszcza, gdy jest zimno, nierozgrzane ogniwa mogą nie przyjąć oczekiwanej mocy. Może się też zdarzyć, że ładowarka deklarowanej mocy nie osiągnie – parametry ładowania DC są przez samochód negocjowane dynamicznie.

W praktyce to, co musi wiedzieć zwykły użytkownik – ładowarki dzielimy na wolne – AC, szybkie – DC, super i ultra szybkie – HPC czyli DC dużej mocy. Z kronikarskiego obowiązku wskazuję, że część aut japońskich posiada złącze CHAdeMO – to osobna historia, bo jest to wymierający standard.



Co z kosztami?
Nie zgadniecie! To zależy. Od ładowania w domu czyli najtaniej, lub nawet za darmo do bardzo drogiego ładowania na superszybkich ładowarkach. Różnica w cenie może być ogromna. Najtańsze ładowanie DC w sierpniu 2026 roku oferowała na niektórych stacjach Tesla (od 1,10zł/kWh) a najdroższa cena odnotowana w tym samym miesiącu to 3,59zł/kWh w sieci Shell Recharge. Średnia wszystkich operatorów to ok. 2,58 zł/kWh. Przy średnim zużyciu sporego elektrycznego SUVa na poziomie 20kWh/100km w cyklu mieszanym daje to koszt 51,6zł/100km. Może być to mniej lub więcej – mniejsze auta zużyją mniej energii, tak samo, jeżeli ktoś jeździ tylko w mieście lub ładuje się tylko ze swojego gniazdka zapłaci znacznie mniej – co do zasady tyle ile płaci za kWh u swojego operatora.

Przywileje i zalety
Póki co, auta elektryczne parkują w MIEJSKICH strefach parkowania za darmo i mogą się poruszać po BUS-pasach. Warto wiedzieć, że ten drugi przywilej ma zapisane w ustawie ograniczenie czasowe, a poszczególne miasta mogą go modyfikować, np. warunkując, że w pojeździe musi być przynajmniej dwoje pasażerów. Obecnie również za pojazdy elektryczne nie płacimy podatku drogowego – co z pewnością wkrótce się zmieni. Na pewno nie będzie taniej, jak ze wszystkim. Warto też pamiętać, że na część parkingów podziemnych autem elektrycznym nie wjedziemy. Niemniej jazda takim autem jest dynamiczna, cicha i przyjemna. Auta te są po prostu wygodne.

Czy są ekologiczne i czy się palą?
W obu tych przypadkach – nie czuję się kompetentny, aby się wypowiedzieć, bo ani nie jestem ekologiem, ani strażakiem. Ilu ludzi, tyle opinii. Niemniej w tych sprawach warto słuchać ekspertów. Od siebie dodam, że sam mam auto spalinowe i lubię nim jeździć, ale
fajnie wiedzieć, że mamy alternatywę dla ropy, zwłaszcza, że jak pokazuje sytuacja geopolityczna może z nią być różnie na przestrzeni lat.

Mikołaj Stolarski

Zobacz również: