



Po ulewnych deszczach jakie przeszły w końcówce lipca nad Żuławami Gdańskimi zostały zniszczenia i straty. Rolnicy liczą je w setkach tysięcy, są rozgoryczeni i sfrustrowani – bo o interwencję w stan infrastruktury przeciwpowodziowej prosili już chyba każdego. Tyle, że wszyscy pozostali głusi i niezainteresowani. A dziś jest za późno.
Oddajmy głos jednemu z rolników, sołtysowi Mokrego Dworu w Gminie Pruszcz Gdański, Wiesławowi Zbroińskiemu, który na mediach społecznościowych zamieścił poniższy wpis:
„To nie była katastrofa naturalna. To była katastrofa zarządzania.
Będzie długo, bo krótko się nie da. Ktoś decyzyjny musi to w końcu przeczytać i zrozumieć, zanim Żuławy – z całą ich kilkusetletnią historią osadniczą i unikalnym systemem gospodarki wodnej – zostaną zniszczone przez ignorancję, zaniechanie i urzędniczy beton.
Na początek – podziękowania
W poprzednim poście dziękowałem tym, którzy ratowali – realnie, nie zza biurka. Działali bez wahania, bez snu, bez pytania „czy to moja sprawa”. Gdy woda lała się z nieba, a ryzyko zalania miejscowości Krępiec i Mokry Dwór było realne – oni byli na miejscu, robili co trzeba, byli z nami tyle, ile wymagała sytuacja. To prawdziwi bohaterowie mieszkańców i rolników.
A teraz – o tym, co się wydarzyło. I kto za to odpowiada
Od kilku dni czuję nie tylko przerażenie, ale też wściekłość. Bo to, co się stało, nie było zaskoczeniem pogodowym. To nie była „klęska żywiołowa”. To była klęska systemowa – przewidywalna, powtarzalna i możliwa do uniknięcia.
Odpowiedzialność za to, co się wydarzyło, ponosi przede wszystkim spółka Skarbu Państwa Wody Polskie, a na naszym terenie – RZGW Gdańsk. Ich przedstawiciele wydają się zupełnie nieczuli na konsekwencje swoich decyzji. Trwają w samozadowoleniu i bezkarności. Odpowiedzialność? Żadna. Wina? Jak zwykle: pogoda, poprzednie rządy, rolnicy, mieszkańcy… Byle nie oni.
Już to znamy. Już to słyszeliśmy. Już nas wcześniej próbowano utopić – i przerzucić winę na nas. Teraz znów słyszymy „piękne” komunikaty, pełne gładkich zdań, ale puste. A za nimi – konkretni ludzie, którzy nie zrobili tego, co do nich należało. To nie były ekstremalne opady. To był test, którego system nie zdał.
Po kilkunastu godzinach opadów – nie rekordowych! – system nie działał. Kanały nieczyszczone. Motława zarosła – nawet nieokoszona. Moda na „ekologiczną bierność” doprowadziła do tego, że ludzie są już mniej ważni niż zielony ład na papierze. Zgłaszane dziury bobrowe? Zero reakcji. Brak nadzoru nad wałami, brak konserwacji, brak czujności. I ten system, którego nikt nie pilnuje, którego nikt nie modernizuje, zawiódł.
I wtedy wydarzyło się coś niewyobrażalnego. Gdy mieszkańcy i rolnicy walczyli z wodą, wynajmując sprzęt za własne pieniądze, a samorząd organizował pomoc – Wody Polskie…o 22.49 wyłączyły pompy.
Tak, dobrze czytasz. W czasie zagrożenia powodziowego, pompy zostały wyłączone decyzją „kogoś” z RZGW. I wiem kogo. Powód? Rzekomo zbyt wysoki poziom wody w Motławie. Kłamstwo.
Decyzja, która kosztowała ludzi milionowe straty. Zbiorów już nie będzie. Dochodów – również. Spłat kredytów – być może też.
Czy ktoś za to odpowie? Czy ci, którzy wydali te decyzje, poniosą jakiekolwiek konsekwencje? Bo rolnik nie dostaje pensji. On ją wypracowuje przez cały sezon. I wystarczy jedna noc, by wszystko stracić. Nie mówcie o odszkodowaniach i ubezpieczeniach – to fikcja. To często jałmużna, która bardziej obraża niż pomaga. System się rozkłada. Ale nie wszyscy śpią
W tej historii nie zabrakło ludzi, którzy stanęli na wysokości zadania:
Gminne zarządzanie kryzysowe działało skutecznie, Starosta zorganizował pomoc terytorialsów, OSP stawiło się mimo problemów z infolinią 112, Rolnicy i ich rodziny walczyli do końca – często za własne pieniądze.
To jednak nie oni są odpowiedzialni za stan kanałów, rzek, wałów. To zadanie Wód Polskich. I tego nie wykonują. Gdzie jest parlamentarny zespół ds. Żuław? Pytam to publicznie: Gdzie jesteście, gdy naprawdę was potrzebujemy? Co zrobiliście po kontrolach NIK? Czy poza uświadamianiem o istnieniu Żuław w ogóle coś zrobiliście? Żuławy nie potrzebują kolejnych raportów i spotkań. Potrzebują ludzi, którzy zrobią to, co trzeba. Czas przestać się lansować. Czas zacząć działać.
Krzyżacy, menonici, Prusacy – bez nowoczesnych pomp, bez komputerów, bez zaplecza technicznego – potrafili stworzyć i utrzymać sprawny system melioracyjny. Bo mieli jedną rzecz, której dziś brakuje: odpowiedzialność i dyscyplinę. Dziś mamy technologie. Mamy pieniądze. Nie mamy tylko właściwych ludzi na właściwych miejscach. Może czas przestać udawać, że wszystko działa. Może czas wziąć odpowiedzialność. I przestać się lansować w mediach, że „macie wszystko pod kontrolą”. Bo nie macie. A ludzie to widzą. I nie są tak bezbronni jak Wam się wydaje.” – pisze Wiesław Zbroiński.
Przywołane w poście Wody Polskie odpowiedziały na pytanie o wyłączenie pomp, jakby to ująć, dość lakonicznie:
„Pompy są uruchamiane według szczegółowej instrukcji, która uwzględnia bezpieczeństwo całego regionu. Jej naruszenie mogłoby jeszcze powiększyć straty. Więc nie kłamstwo, tylko działanie uwzględniające bezpieczeństwo infrastruktury przeciwpowodziowej.”
Odpowiedź wywołała lawinę komentarzy wzburzonych mieszkańców Gminy Pruszcz Gdański.
Wody Polskie zamieściły więc raport z wszystkich swoich działań:
„Działania na terenie Żuław: W lewym wale p.pow. rzeki Dzierzgoń w km 12+200 wystąpił przeciek oraz w km 12+755-13+055 przelewanie przez koronę wału. Na miejscu działały służby OSP oraz Wody Polskie. Uszkodzenia zostały zabudowane;
Na prawym wale rzeki Brzeźnica miał miejsce przeciek w km ok 0+600. Na miejscu działały służby OSP oraz Wody Polskie. Uszkodzenia zostały zabudowane.
Na Młynówce Marwickiej miało miejsce przerwanie wału ok. 10 m w km 1+002. Na miejscu działały służby OSP oraz Wody Polskie. Uszkodzenia zostały częściowo zabudowane co pozwoliło na zatrzymanie niekontrolowanego spływu wód na polder7 Klepa.
W miejscowości Wiśniewo miało miejsce zalanie pól. NW Elbląg zainstalował dodatkowy agregat pompowy na byłej stacji pomp Wiśniewo 9 celem przyśpieszenia odwodnienia zalanego terenu;
W pobliżu miejscowości Święty Gaj gm. Rychliki doszło do przerwania wału na rzece Dzierzgoń. W godzinach porannych rozpoczęto działania zabezpieczające wał, Konieczne jest dostarczenie sprzętu oraz materiałów do wypełnienia wyrwy (ponad 400 m odcinku wału, który jest nasiąknięty wodą). Zdecydowano, że prace będą wykonywane rano, aby nie stwarzać zagrożenia dla osób pracujących przy usuwaniu awarii.
Na Kanale Rycerskim miało miejsce przelanie wody przez koronę lewego wału w km 0+400 – 0+700 oraz uszkodzenie korpusu wału od strony odpowietrznej na odcinku ok 20 m. Na miejscu działały służby OSP oraz mieszkańcy. Została podniesiona korona wału i zabezpieczony uszkodzony odcinek korpusu wału workami z piaskiem. Akcję zakończono.
W dniu 30.07.2025 r. służby dokonały lustracji rzeki Kumieli i Babicy na terenie miasta Elbląg i usunęły na bieżąco zatory celem bezpiecznego spływu wody z górnej zlewni.
Dobre warunki pogodowe doprowadzają do sukcesywnego obniżenia poziomu wody w rzekach i potokach. Stan wód w kanałach pompowych pozostaje wysoki.
Nie jest prawdą, że prawy wał przeciwpowodziowy rzeki Brzeźnicy został przerwany. Przy wyższym stanie rzeki Brzeźnicy wystąpił przeciek na prawym wale rzeki Brzeźnicy, do którego w rannych godzinach przystąpiono do zabezpieczenia przecieku wraz z OSP. Uszkodzenia zostały zabezpieczone.”
Sytuacja na Żuławach nie jest łatwa. Gniew mieszkańców wzbiera na sile, kolejne pozorowane działania czynników decyzyjnych to gotowy przepis na tragedię i katastrofę – czas płynie, prognozy są zaiste alarmujące i kolejne czarne chmury nadchodzą. A odpowiedzialnych nie ma. Nikogo nie interesują zgłoszenia o bobrach niszczących wały. Brak realnej pomocy ze strony państwa i paraliżujące jakiekolwiek samodzielne działanie przepisy, niszczą ten cenny i przyrodniczo, i kulturowo, i hydrotechnicznie obszar.
Przyjrzyjmy sie jednak kolenej wypowiedzi, tym razem Fundacji Ochrony Zabytków Architektury Drewnianej:
„Słuszne uwagi, lecz czy samo oburzenie wystarczy? I czy przypadkiem właśnie komuś decyzyjnemu „na górze” nie chodzi o to żeby Żuławy w końcu zalało? Nie same Wody Polskie są winne tym zaniedbaniom. Jako Fundacja od kilku lat intensywnie pismami i naleganiem na kontrole Urzędów Gmin, Spółki Wody Polskie itd. próbujemy wymusić zadbanie o kanały i rowy żuławskie w powiecie elbląskim. Kilka lat trzeba było czekać na zebranie komisji gminnej i kontrolę z Wód Polskich. Jednak obecna sytuacja nie wynika tylko i wyłącznie z niemożności i nieudolności Wód Polskich. Przyczyna jest poważniejsza i rozleglejsza. Zaburzono niewidoczny system hydrotechniczny, ten który jest pod ziemią, drenaży i cieków wodnych na polach, pod drogami, poprzez budowy farm wiatrowych, używanie ciężkiego sprzętu. Same kanały i gliniane wały nie dadzą rady naporom wody gdy powiatowe i gminne rowy, oraz prywatne rowy na polach lub w młodych lasach na terenach polnych hamują przepływ wody. System nie działa nie tylko w Wodach Polskich.”
Powiedzieć, że obraz, jaki się z tego wszystkiego wyłania jest przerażający – to jak nic nie powiedzieć. Pytanie, jak zatrzymać tą spiralę głupoty, bezwładności i kto naprawdę może uratować Żuławy?
Poniżej znajdziecie link do Aktualnie prowadzonych robót utrzymaniowych realizowanych przez Wody Polskie:
A tu poprzedni tekst o stanie Żuław – z września ubiegłego roku:

