czwartek, 16 września, 2021

Drożyzna na rynku materiałów budowlanych. Czy dobije polskie firmy?

foto/mat.prasowe

Rynek budowlany mierzy się z bezprecedensowym boomem, na który nakładają się problemy z dostępnością materiałów i specjalistów. Ceny materiałów budowlanych osiągają niespotykane wcześniej rekordy, a firmy i indywidualni wykonawcy mimo wzrostu przychodów i zarobków, wobec ogromnej zmienności rynku, rezygnują z podjętych zobowiązań. Często wolą rozpocząć nowe zadanie, zamiast kończyć poprzednie. Stąd również opóźnienia w wielu samorządowych inwestycjach.

Polska w tym i ubiegłym roku znalazła się w europejskiej czołówce, jeśli idzie o poziom inflacji. Niedawno na pierwszym miejscu zastąpiły nas Węgry. Pomimo znacznego przekroczenia deklarowanego na poziomie 2,5% celu inflacyjnego (czy też jego górnej granicy ustalonej na 3,5%), NBP i Rada Polityki Pieniężnej nie spieszą się z podejmowaniem kroków zmniejszających jej wysokość. Stopy procentowe utrzymywane są na rekordowo niskich poziomach, powodując nieustanny dopływ pieniądza na rynek. Nadmierna podaż powoduje spadek jego wartości względem innych walut (co uwidacznia się w kursach wymiany), oraz względem produktów i usług.

Na rynkach budowlanym i mieszkaniowym sytuacja jest szczególnie trudna. Polacy, bojąc się utraty wartości oszczędności, inwestują je na giełdzie (obserwujemy rekordy notowań WIG), ale głównie w uznawanych za względnie bezpieczne i wymagające mniejszej wiedzy nieruchomości. Przekierowanie strumienia pieniędzy do branży budowlanej  powoduje boom mieszkaniowy i problem wzrostu cen w tej branży staje się szczególnie dotkliwy. Skala i szybkość zmian stanowią zagrożenie dla kondycji firm działających w branży budowlanej, mogąc prowadzić do kryzysu zbliżonego skalą do tego z 2012 r., kiedy EURO 2012 doprowadziło do „przegrzania” rynku i fali bankructw.

Szybkość wzrostu cen materiałów budowlanych znacząco przekracza średni poziom inflacji wyliczany dla standardowego koszyka produktów. Jeszcze w lipcu muratordom.pl raportował wzrost o 6,5% w ciągu roku, co przekraczało inflację w tym samym okresie o ponad 2 punkty procentowe. Największe wzrosty (ponad 35%) obserwowano dla płyt OSB, a najtrudniejsza sytuacja dotyczyła rynku stali i drewna, ale inne materiały również są coraz trudniej dostępne, m.in. o 7% podrożały materiały wykończeniowe, a o 6% płytki ceramiczne.

Z biegiem czasu sytuacja nie wydaje się poprawiać. Eksperci wskazują, że źródłem problemu nie jest tylko rekordowy popyt, ale również obniżona podaż niektórych materiałów. Co więcej, dr Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, sugeruje, że prawdziwy boom może być jeszcze przed nami.

Zmiany cen w składach PSB: styczeń-maj 2021 vs. 2020 r. (pomarańczowy) i maj 2021 vs. maj 2020 (niebieski). (Źródło: PSB).
foto/ mat prasowy

W artykule na łamach serwisu Money.pl znajdziemy informacje wskazujące na problemy wynikające z niekontrolowanego i – co gorsza – nieprzewidywalnego wzrostu cen materiałów, które stanowią nawet 50% kosztów inwestycji budowlanych. Mniejsze firmy nie są w stanie przygotowywać wiarygodnych budżetów dla planowanych projektów, a co za tym idzie właściwie wyceniać ich wartości, co już bezpośrednio przekłada się na problemy indywidualnych Polaków.

Umowy budowlane często są zrywane lub firmy domagają się ich renegocjacji w obliczu niespodziewanego wzrostu kosztów. Utrzymanie pierwotnie ustalonych warunków prowadzić może do bankructwa. Z drugiej strony indywidualni inwestorzy, często korzystający z kredytów bankowych, również mogą nie dysponować dodatkowymi funduszami. Zbigniew Janowski, przewodniczący Związku Zawodowego „Budowlani” wskazuje na rosnący problem płynności finansowej na rynku.

W odrobinie innej sytuacji znajdują się większe podmioty, które np. dysponują własną przestrzenią magazynową. Próbują one kupować materiały na zapas, co w dłuższej perspektywie tylko pogłębia problem. Łatwiej im też skorzystać z instrumentów finansowych pozwalających zabezpieczyć się przed ryzykami na rynku np. z faktoringu zakupowego. Z drugiej jednak strony firmy takie często biorą udział w przetargach publicznych, w których renegocjacja cen jest zwykle trudniejsza. Korzystniejsze dla firmy od realizacji nierentownego przedsięwzięcia może być niewykonanie kontraktu i zapłacenie kar umownych, co znowu przekłada się na kłopot dla „zwykłego” Polaka — w konsekwencji nie powstanie przecież nowa droga, czy nie zostanie wyremontowany budynek szkoły.

Zobacz również: