
W ostatnich dniach na polskich przejazdach kolejowo-drogowych doszło do serii groźnych zdarzeń. W Gdańsku, Jastrowiu, okolicach Suwałk, a przede wszystkim w Sokolnikach Suchych, samochody ciężarowe zderzyły się z pociągami. W tym ostatnim wypadku zginęła pasażerka, a kilka osób zostało poważnie rannych. Rząd zapowiada zaostrzenie przepisów. Pytanie brzmi jednak: czy kolejne podnoszenie kar rzeczywiście wystarczy?
Ostatnie dni pokazują, jak niewielka odległość dzieli zwykły przejazd przez tory od tragedii. W środę, 9 września, w Sokolnikach Suchych na Mazowszu pociąg PKP Intercity relacji Lublin–Szczecin zderzył się z samochodem ciężarowym. Skład wykoleił się, a jedna z pasażerek zmarła. Według wstępnych informacji kilka osób zostało poważnie rannych. Przejazd był wyposażony w sygnalizację świetlną, a według pierwszych ustaleń urządzenia działały prawidłowo.
To nie był jednak odosobniony przypadek.
Seria zdarzeń na przejazdach
Zaledwie kilka dni wcześniej, 3 września, do poważnego zderzenia doszło na przejeździe kolejowym przy ul. Niegowskiej w Gdańsku. Pociąg PKP Intercity relacji Gdynia–Zielona Góra uderzył w samochód ciężarowy. W wyniku zdarzenia ranne zostały cztery osoby, a ruch kolejowy został wstrzymany.
7 września podobne zdarzenie miało miejsce w Jastrowiu. Samochód ciężarowy zderzył się z pociągiem na przejeździe przy ul. Kilińszczaków. Tym razem obyło się bez osób poszkodowanych, ale ruch kolejowy na trasie Piła–Szczecinek został poważnie utrudniony.
Tego samego dnia na niestrzeżonym przejeździe w Okuniowcu w rejonie Suwałk pociąg towarowy uderzył w ciężarówkę. Kierowca pojazdu został ranny i trafił do szpitala. Zdarzenie spowodowało również przerwę w ruchu kolejowym na trasie Suwałki–Trakiszki.
W Sokolnikach Suchych konsekwencje były zdecydowanie najpoważniejsze. Pociągiem podróżowało około 120 osób. Według wstępnych ustaleń ciężarówka wjechała na przejazd w momencie, gdy znajdował się na nim nadjeżdżający pociąg. Ostateczne przyczyny zdarzenia ustalają prokuratura oraz komisja kolejowa.
Statystyki nie pozostawiają złudzeń
Problem nie dotyczy wyłącznie ostatnich dni. Według danych PKP Polskich Linii Kolejowych, w sierpniu 2026 roku na przejazdach i przejściach kolejowo-drogowych kategorii A–E doszło do 17 wypadków i kolizji, w których zginęło siedem osób, a dwie zostały ciężko ranne.
Od początku 2026 roku odnotowano natomiast 130 wypadków i kolizji, w których zginęły 34 osoby, a 18 zostało ciężko rannych.
To liczby, których nie można sprowadzić wyłącznie do statystyki. Każdy taki przypadek oznacza konkretne ludzkie tragedie, ale również ogromne straty dla kolei, przewoźników i infrastruktury.
Mandaty już dziś są wysokie
Co ciekawe, polskie przepisy już teraz przewidują bardzo dotkliwe kary za wykroczenia na przejazdach kolejowych.
Za wjazd na przejazd przy czerwonym świetle, wjazd mimo opuszczonych lub opuszczających się zapór, a także wjazd na przejazd w sytuacji, gdy po drugiej stronie nie ma miejsca do kontynuowania jazdy, kierowca może otrzymać 2000 zł mandatu i 15 punktów karnych. W przypadku recydywy grzywna może wzrosnąć do 4000 zł.
To oznacza, że samo dalsze podnoszenie wysokości mandatów może nie być wystarczającym rozwiązaniem. Jeżeli ktoś świadomie ignoruje czerwone światło albo omija opuszczone rogatki, problemem nie musi być wysokość kary, lecz przede wszystkim przekonanie, że „jeszcze zdążę”.
Rząd zapowiada zaostrzenie prawa
Po tragedii w Sokolnikach Suchych pojawiły się zapowiedzi zdecydowanej reakcji państwa. Minister infrastruktury Dariusz Klimczak poinformował o rozpoczęciu prac nad radykalnym zaostrzeniem kar za łamanie przepisów na przejazdach kolejowo-drogowych.
To kierunek, który może być potrzebny. Warto jednak zastanowić się, jak powinny wyglądać nowe przepisy, aby nie skończyło się wyłącznie na kolejnym podniesieniu mandatu.
Co można zmienić w Kodeksie drogowym?
Pierwszym rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie automatycznego zatrzymania prawa jazdy na określony czas za szczególnie niebezpieczne zachowania na przejazdach. Nie chodzi o każde wykroczenie, lecz o sytuacje takie jak świadomy wjazd przy czerwonym świetle, omijanie opuszczonych rogatek czy wjazd na przejazd, którego kierowca nie jest w stanie opuścić.
Drugim rozwiązaniem mogłoby być stworzenie szczególnej kategorii „recydywy przejazdowej”. Kierowca, który po raz kolejny w krótkim czasie łamie przepisy dotyczące przejazdów kolejowych, powinien liczyć się nie tylko z podwójnym mandatem, ale również z czasową utratą uprawnień i obowiązkowym ponownym szkoleniem z bezpieczeństwa.
Kolejny pomysł to automatyczny monitoring przejazdów. Kamery mogłyby rejestrować wjazd na przejazd przy czerwonym świetle oraz omijanie rogatek. Takie rozwiązanie pozwoliłoby kontrolować miejsca, w których nie ma możliwości stałej obecności policji.
A co z Kodeksem karnym?
Tu sprawa jest bardziej skomplikowana. Już dziś kierowca, który doprowadzi do wypadku, może odpowiadać karnie, jeżeli jego zachowanie spełnia znamiona odpowiedniego przestępstwa. Nie ma więc potrzeby automatycznego zamieniania każdego wykroczenia na przestępstwo.
Można jednak rozważyć stworzenie wyraźniejszej odpowiedzialności karnej za skrajnie umyślne zachowania na przejazdach, które stwarzają bezpośrednie i realne zagrożenie katastrofą. Dotyczyłoby to na przykład świadomego wjazdu na przejazd przy czerwonym świetle lub świadomego omijania opuszczonych zapór w sytuacji, gdy kierowca widzi nadjeżdżający pociąg.
Takie rozwiązanie powinno być jednak bardzo precyzyjne. Prawo karne powinno być ostatecznością, a nie narzędziem do karania każdego błędu kierowcy.
Nie tylko kary. Potrzebna jest też infrastruktura
Jest jeszcze druga strona problemu – infrastruktura.
Najbezpieczniejszy przejazd kolejowy to taki, którego po prostu nie ma. Dlatego ważnym elementem polityki bezpieczeństwa powinno być zastępowanie przejazdów skrzyżowaniami bezkolizyjnymi.
W lipcu Ministerstwo Infrastruktury informowało, że w ramach kolejnego etapu programu bezpieczeństwa 29 przejazdów kolejowo-drogowych zostanie zastąpionych tunelami lub wiaduktami. Wraz z wcześniejszym etapem daje to łącznie 46 lokalizacji, w których mają powstać skrzyżowania wielopoziomowe. Na ten cel przeznaczane są setki milionów złotych.
To właśnie inwestycje w infrastrukturę mogą w długiej perspektywie przynieść większy efekt niż kolejne podwyżki mandatów.
Potrzebna jest zmiana myślenia
Przejazd kolejowy nie jest zwykłym skrzyżowaniem. Kierowca samochodu ważącego kilkanaście czy kilkadziesiąt ton może pomyśleć, że „zdąży przejechać”. Pociąg nie ma jednak możliwości wykonania gwałtownego manewru, a droga hamowania rozpędzonego składu jest liczona w setkach metrów.
Dlatego zasada powinna być prosta: czerwone światło oznacza STOP. Opuszczone rogatki oznaczają STOP. Jeżeli nie mamy pewności, czy możemy bezpiecznie opuścić przejazd – nie wjeżdżamy.
Ostatnia seria wypadków pokazuje więc, że dyskusja o bezpieczeństwie na przejazdach kolejowych jest potrzebna. Surowsze kary mogą być jednym z elementów rozwiązania, ale same nie wystarczą. Potrzebne są jednocześnie skuteczniejsza kontrola, edukacja kierowców, monitoring, modernizacja przejazdów oraz konsekwentne zastępowanie najbardziej niebezpiecznych skrzyżowań tunelami i wiaduktami.
Bo na przejeździe kolejowym kierowca nie ryzykuje wyłącznie mandatu. Czasem ryzykuje życie swoje i kilkuset osób znajdujących się w pociągu.

