poniedziałek, 25 października, 2021

Podwyżka za prąd o 40%? To będzie prawdziwy elektrowstrząs!

foto/mat.prasowy

Jeśli Urząd Regulacji Energetyki zgodzi się na podwyżkę taryf, jaką zapowiada Enea, to za elektryczność zapłacimy nawet o 500 zł więcej! Enea to pierwsza spółka energetyczna, która ujawniła swoje plany podwyżek. Inni gracze na rynku zapewne nie pozostaną w tyle.


W piątek Enea poinformowała, że chciałaby podnieść ceny o 40%. Prezes spółki poinformował, że przełoży się to na realną podwyżkę prądu dla gospodarstwa domowego w granicach około 20 proc. Dodał, że pozwoli to wyjść jego firmie na zero. Teraz wszystko zależy od tego, czy taki wniosek taryfowy zatwierdzi URE.

Firma Rachuneo wykonała kalkulację dodatkowych kosztów dla przeciętnego gospodarstwa domowego w przypadku zgody URE. Biorąc pod uwagę zużycie energii na poziomie 2400 kWh i cenę taryfy wynoszącą 0,52 zł, to podwyżka skali roku, może wynieść 475,15 zł.

Choć zapowiadany tak duży wzrost cen wydaje się zaskakujący, to mimo wszystko o tym, w którym kierunku zmierza polityka klimatyczna całej UE było bardzo dobrze wiadomo od dawna. Dlatego też eksperci są w tym zakresie jednogłośni – za kolejne podwyżki cen prądu winne są dekady zaniedbań polskich rządów w zakresie transformacji energetycznej.

Polski miks energetyczny oparty jest głównie na węglu, który w UE jest już od wielu lat na cenzurowanym. Kolejne rządy nie robiły nic w kierunku koniecznych zmian systemowych polskiej energetyki.

– To, że miks energetyczny jest jaki jest, to nie wina ostatnich sześciu lat rządów, ale rządy Zjednoczonej Prawicy zabetonowały dość skutecznie stare rozwiązania – wyjaśnia była prezes PGNiG Grażyna Piotrowska-Oliwa.

Skokowy wzrost cen energii związany jest z rekordowymi cenami za prawa do emisji CO2. We wrześniu po raz pierwszy przekroczyły one 60 euro za jednostkę. W sierpniu było to jeszcze 56 euro, a w czerwcu cena oscylowała w okolicach 50 euro.

Według ekspertów minimalny czas, jakiego Polska potrzebuje na zmianę miksu energetycznego i zmniejszenie udziału w nim węgla, to 10 lat. I – jak zauważa Grażyna Piotrowska-Oliwa – dopiero wtedy wzrosty zaczną hamować.

Skok cen energii odczują nie tylko odbiorcy indywidualni. Drogi prąd to także wyższe koszty pracy i produkcji. Im więcej będzie kosztowała nad Wisłą energia, tym polska gospodarka będzie mnie konkurencyjna w stosunku do innych państw. Ceny energii wpłyną na wiele branż.

Komentatorzy uważają, że małe zainteresowanie teką ministra klimatu wynika właśnie z tego, że w najbliższych latach to ten resort będzie musiał się tłumaczyć z problemów związanych z cenami prądu. Ta teka to istny gorący kartofel.

Zobacz również: