środa, 19 czerwca, 2024

Po Gdyni jeździ autobus na wodór Podobno lepszy niż elektryki

Na ulicach Gdyni pojawił się wodorowy autobus Caetano. Pojazd, choć pochodzi z Portugalii, korzysta z technologii opracowanej przez Toyotę. Czy jest podobny do sterowców Zeppelina?

Gdynia jest pierwszym miastem, w którym testowany jest taki pojazd. Miasto podkreśla, że ma on szansę sprawdzić się w górzystym terenie, na stromych podjazdach. W poniedziałek, 4 września nowoczesny autobus wyruszył w swoją pierwszą gdyńską trasę – ulicami Śródmieścia, w parze z pozyskiwaniem danych i informacji, które pozwolą dokładniej przeanalizować jego wydajność i koszta użytkowania w miejskiej przestrzeni. – Musimy zaczekać, aż całkiem dostępna będzie infrastruktura tankowania, bo nabywanie tego rodzaju pojazdów, póki nie mamy do niej bezpośredniego dostępu byłoby nieroztropne, ale liczę, że wydarzy się to w niedługim okresie – mówiła podczas prezentacji autobusu Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni ds. Gospodarki.

Pojazd to produkt portugalskiej firmy, która współpracuje w kwestii promocji wodorowych napędów m.in. z organizacją Hydrogen Europe, Nexus Consultants czy niemieckim Messer Groupe. Wizyta w Gdyni to zresztą element szerszej inicjatywy, tzw. polskiego etapu projektu JIVE – cyklu prezentacji i testów wodorobusów w różnych miejscach Europy, aby dawać lokalnym władzom podgląd na to, jak funkcjonuje i jakie możliwości daje obecnie ta technologia. Warto wspomnieć, że autobus, napędzany tą samoą technologią co Toyota Mirai, ma zasięg około 400 kilometrów a produktem spalania jest tu woda. Co ważne, przybywa też firm, które chcą na większą skalę produkować i dystrybuować paliwo wodorowe bezpośrednio w Polsce. To szansa na to, że w ciągu kilku lat nowa technologia faktycznie może nawet zacząć wypierać coaz mniej lubianą i sprawiającą kłopoty elektromobliność oraz, oczywiście, pojazdy spalinowe – wymaga jednak działania i dostępności na jeszcze większą skalę. Nie powinno to być problemem, skoro na przykład wytwornice wodoru były czymś normalnym już na początku XX wieku. Bez nich nie latałałyby sterowce Zeppelina.

(fot.www.gdynia.pl)

Zobacz również: