poniedziałek, 27 września, 2021

Moje wielkie kociewskie świniobicie

Gdy całą Polskę obiegły kolejne medialne doniesienia ws. afery taśmowej, społeczeństwo bulwersowało się „ośmiorniczkami u Sowy” i wysokością rachunku za poliki wołowe, mieszkańcy dawnego Kociewia, mogliby śmiać się w głos – bo coś co oni mieli na wyciągnięcie ręki, dziś kosztuje zawrotne pieniądze za 100 g. I nie o ośmiorniczki tu idzie. A o poliki wołowe. Podobnie rzecz ma się z dzisiejszą żywnością oznaczoną „bio”. Dziś płacimy ciężkie pieniądze za coś, co na Kociewiu – i nie tylko tam – po prostu na wsi, było dostępne na co dzień: chleb na zakwasie, twaróg, mleko prosto od krowy, wędliny i kiełbasy. Ale wędliny i kiełbasy na krzakach nie rosły. Żeby mieć i zjeść, trzeba było zabić świnię. I dziś właśnie o tym. O świniobiciu na Kociewiu.     

Kliknij tu:

http://strefahistorii.pl/article/6487-moje-wielkie-kociewskie-swiniobicie